O Białym Dunajcu refleksji kilka…
- Metadane
- Kategoria: Blog duszpasterza
- Opublikowano: 24 Wrz 2009
- Autor: o.Marek Janowski SJ
Nasza chata miała motyw wiejski. Wieś było „czuć” na każdym kroku; od drewnianych grabi, wideł i gumo filców począwszy po wiejską muzykę i żywą kurę, która w wyniku demokratycznego głosowania otrzymała imię koko jumbo. W życiu nie widziałem takiej kury. Po kilku dniach była już tak oswojona, że nie musieliśmy jej trzymać w kurniku. Chodziła przy nodze jak pies, pozwalając się głaskać i nosić na rękach. Na jej cześć nazwano też charakterystyczny dla naszej chaty napój cura-cao. Tylko studenci mogą być tak oryginalni!
Kilka dni temu wróciliśmy z Białego Dunajca. Kolejny, 26 już integracyjny obóz duszpasterstw akademickich Wrocławia i Opola dobiegł końca. Sokrates powiedział kiedyś iż „życie nad którym się nie reflektuje nie jest warte przeżycia”. Całe nasze życie jest pasmem różnorakich doświadczeń, które nas kształtują i tworzą naszą tożsamość. Nie można powiedzieć, że jedno doświadczenie jest ważniejsze od drugiego. One wszystkie niosą w sobie potrzebną cząstkę mozaiki, która układa nasze życie w jeden spójny obraz. Niekiedy po wielu latach dopiero zaczynamy rozumieć sens najbardziej przykrych doświadczeń w naszym życiu; ich nieoceniony wpływ na to kim dziś jesteśmy. Jeśli jakieś doświadczenie w naszym życiu uznajemy za nieważne, to tylko dlatego, że nie poświęciliśmy wystarczająco czasu by w nie wejść i dostrzec w nim ważne dla nas przesłanie.
Jeśli Bóg jest relacją Osób to istotą tej relacji jest komunikacja. Bóg, który jest wspólnotą komunikuje siebie w obrębie własnej wspólnoty ale i szerzej, w obrębie całego kosmosu. Biblia podkreśla iż w tym kosmosie człowiek zajmuje miejsce szczególne. W księdze Rodzaju czytamy, iż uczynił Bóg człowieka na własny obraz i podobieństwo; cały zaś świat złożył u jego stóp by nim rozporządzał i czynił go sobie poddanym (Rdz1:28). Nie ma więc doświadczeń dobrych i złych. Od nas zależy czy w tym, co doświadczamy odczytamy ważny dla nas przekaz, który zawiera w sobie potencjał formowania w nas prawdziwego człowieka. Wiktor Emanuel Frankl dokonując refleksji nad swoim doświadczeniem obozu koncentracyjnego w Auschwitz stwierdził, że pomimo okrucieństwa i upokorzeń jakich tam doznał, było to tak cenne doświadczenie że gdyby raz jeszcze miał przez nie przejść to nie zawahałby się nawet przez chwilę. To doświadczenie ukształtowało go na całe życie; otworzyło w nim pokłady dobra i potrzebę pomocy ludziom cierpiącym. Logoterapia była owocem Auschwitz. Ze zła jakim było doświadczenie cierpienia w warunkach uwłaczających ludzkiej godności powstało dobro, które pozwoliło wielu ludziom znaleźć cel w życiu i odzyskać wiarę w siebie.
Jakie dla mnie duszpasterza akademickiego było doświadczenia Białego Dunajca? Obóz w Białym był przede wszystkim czasem budowania wspólnoty. Taki jest szeroko pojęty cel duszpasterstwa akademickiego; taki jest też cel obozu integracyjnego. Integrować wspólnotę można najmocniej wokół wspólnego systemu wartości. Wspólnota aby była autentyczna musi być oparta na wspólnym fundamencie. Chrystus mówi o domu wzniesionym na skale. Taki dom trwa pomimo burz i niepokojów bo na skale jest zbudowany. Tymczasem dom zbudowany na piasku nie jest w stanie ostać się w czasie burzy i pada a jego upadek jest wielki. Kiedy Arystoteles mówi o trwałej przyjaźni ma na myśli taką przyjaźń, która oparta jest na dobru godziwym (bonum honestum) tj. na takim dobru, które jest chciane ze względu na to, że jest dobrem a nie ze względu na to, że jest przyjemne czy użyteczne. Takim dobrem jest oczywiście sam człowiek.
To zadziwiające jak bardzo ludzie nawzajem sobie wystarczają. Nie muszą się stymulować żadnymi używkami czy napojami alkoholowymi aby dobrze się ze sobą czuć i znakomicie się bawić. Dziś dla wielu młodych ludzi zabawa bez stymulantów jest wręcz niemożliwa. Wystarczy popatrzeć na studentów grillujących wokół akademików, na ilość puszek po piwie porozrzucanych po miasteczku akademickim aby dojść do smutnej konkluzji, że ludzie ci być może są ze sobą (dopóki oczywiście im stan świadomości na to pozwala) ale nie są dla siebie. Jest zasadnicza różnica pomiędzy byciem ze sobą a byciem dla siebie. Aby być dla siebie trzeba mieć w sobie coś z transcendencji, coś co wykracza poza materię, coś z ducha i wartości uniwersalnych. Być dla siebie to przede wszystkim odkryć najpierw w sobie prawdę o tym, że jestem darem i mam wiele do dania. Osoby, które wlewają w siebie hektolitry piwa nie wierzą, że mogą coś innym dać. Alkohol znieczula bolesną prawdę o niskim poczuciu własnej wartości i pozornie daje poczucie ulgi. Takie osoby, często nie widzą w sobie dobra. Być może nikt im w życiu nie powiedział o dobru, nikt nie okazał miłości i akceptacji, tak bardzo potrzebnych by rozwinąć skrzydła i w pełni żyć. Pewien młody człowiek powiedział mi kiedyś „piję bo nie godzę się na swoje życie. Nie wierzę, że jest ono komukolwiek potrzebne”. Wspólnota, którą usiłujemy tworzyć w duszpasterstwie akademickim jest zbudowana na przekonaniu, że każdy człowiek ma w sobie coś niepowtarzalnego, coś bardzo wartościowego czym może się dzielić z innymi. Doświadczenie Białego Dunajca pokazuje prawdziwość tego przekonania.
Obóz liczył ponad 600 uczestników. Każde z duszpasterstw wynajmowało swoją chatę, tworząc przez dwa tygodnie ciekawy konglomerat przeróżnych inspiracji i talentów ujawnianych na każdym kroku. Nasza chata miała motyw wiejski. Wieś było „czuć” na każdym kroku; od drewnianych grabi, wideł i gumo filców począwszy po wiejską muzykę i żywą kurę, która w wyniku demokratycznego głosowania otrzymała imię koko jumbo. W życiu nie widziałem takiej kury. Po kilku dniach była już tak oswojona, że nie musieliśmy jej trzymać w kurniku. Chodziła przy nodze jak pies, pozwalając się głaskać i nosić na rękach. Na jej cześć nazwano też charakterystyczny dla naszej chaty napój cura-cao. Tylko studenci mogą być tak oryginalni!
Twórczość studencka ujawniała się nie tylko w wystroju chaty ale także w różnego rodzaju inicjatywach artystycznych takich jak: wieczory integracyjne, oprawa liturgiczna obozowych Eucharystii, konkurs piosenki wszelakiej, dzień otwartych chałup czy bieg otrzęsinowy. W organizację imprez białodunajeckich zaangażowani byli wszyscy; każdy miał możliwość i przestrzeń do ujawnienia własnych talentów. Dużym zbudowaniem dla mnie była wiara tych ludzi. Potrafili oni nie tylko doskonale ze sobą się bawić ale także dobrze razem się modlić. Od modlitwy zaczynaliśmy dzień i modlitwą go kończyliśmy, starając się przeżywać każdą chwilę jako dar i szansę by pełniej być. Na szlakach dzieliliśmy się przygotowanymi historiami poruszającymi coś ważnego z życia, a wieczorami raz jeszcze wracaliśmy do doświadczeń minionego dnia, wspólnie dziękując za przeżyte dobro. Dziękowaliśmy Bogu, który w nas żył i z nami tworzył niezapomnianą atmosferę wzajemnej życzliwości i dobra. Raz jeszcze obóz w Białym Dunajcu potwierdził, że integracja budowana na fundamencie wspólnych przekonań i wartości jest znakomitą okazją do tworzenia wspólnoty, rozwijania własnych telnetów i pasji.
Wszystkim, którzy przyczynili się do sukcesu tego obozu z serca dziękuję. Dziękuję przede wszystkim kadrze białodunajeckiej za wielkie i pełne serca oddanie sprawie. Bez was nie było by tego obozu. Łukasz, Ala, Monia, Marta, Dagmara, Michał, Tomek, Krystian, Krzyś, Aldonka i Staś, na was zawsze można liczyć! Dziękuję wszystkim, którzy tworzyli wspólnotę. Dla mnie to była prawdziwa uczta. Do następnego obozu.

